Kiedy taksówka dowożąca z lotniska zatrzymała się przed starym, kamiennym domem, serce podskoczyło mi do gardła, a Mercy chwyciła moją dłoń.
- Mam nadzieję, że babcia przyszykuję nam miłe powitanie - powiedziała, chwytając walizki i wychodząc z samochodu.
Głośno przełknęłam ślinę.
Obie wiedziałyśmy, że wcale tak nie będzie, babcia zawsze starała się pohamować takie wybryki, a podróż do średniowiecza? Nie sądzę by się ucieszyła.
U boku siostry ruszyłam przed siebie po chodniku, wykładanym kamieniem identycznym jak pokrycie całej zewnętrznej części domu.
Ostrożnie uniosłam dłoń aby zapukać w drewniane, potężne drzwi.
Natychmiast ją opuściłam, kiedy stanął w nich przygarbiony, siwy mężczyzna z okularami na nosie.
- Dziadek - szepnęłam, rzucając mu się w ramiona.
Babcia zapewne wyczuła, że jesteśmy w pobliżu.
- Chodźcie, babcia czeka w jadalni i ku waszemu zdziwieniu nie jest tak zła jak powinna - powiedział, zachrypniętym głosem.
Odetchnęłam z ulgą i weszłam do wąskiego, pachnącego drzewem sandałowym korytarza.
W szeleszczącej egipskiej sukni weszłam do jadalni i po cichu usiadłam przy swoim tradycyjnym miejscu.
Babcia spojrzała na nas przelotnie i mruknęła coś pod nosem.
- Babciu.. - zaczęła Marcy.
- Usiądźcie, jak było u Pani Flower? - zapytała, nakładając na każdy talerz odpowiednią porcję ziemniaków.
- Świetnie, wiele się nauczyłyśmy, ale jak wiesz Gemma musiała wszystko zepsuć - odpowiedziała siostra, wskazując na mnie.
Chrząknęłam i niespokojnie przekręciłam się na krześle oczekując wybuchu naszej opiekunki.
- Oczywiście słyszałam o tym i nie pochwalam Waszego zachowania, ale mam nadzieję, że i to było dla Was lekcją i wyniosłyście z tego odpowiednie umiejętności. Zjedzcie dziewczynki, przebierzecie się w nieco tutejsze stroje i opowiecie mi wszystko z najmniejszymi szczegółami - powiedziała staruszka z błyskiem w oku.
Uśmiechnęłam się szeroko, zadowolona powrotem do ukochanego domu i zabrałam się za jedzenie doskonałych potraw babci.
- Mam nadzieję, że babcia przyszykuję nam miłe powitanie - powiedziała, chwytając walizki i wychodząc z samochodu.
Głośno przełknęłam ślinę.
Obie wiedziałyśmy, że wcale tak nie będzie, babcia zawsze starała się pohamować takie wybryki, a podróż do średniowiecza? Nie sądzę by się ucieszyła.
U boku siostry ruszyłam przed siebie po chodniku, wykładanym kamieniem identycznym jak pokrycie całej zewnętrznej części domu.
Ostrożnie uniosłam dłoń aby zapukać w drewniane, potężne drzwi.
Natychmiast ją opuściłam, kiedy stanął w nich przygarbiony, siwy mężczyzna z okularami na nosie.
- Dziadek - szepnęłam, rzucając mu się w ramiona.
Babcia zapewne wyczuła, że jesteśmy w pobliżu.
- Chodźcie, babcia czeka w jadalni i ku waszemu zdziwieniu nie jest tak zła jak powinna - powiedział, zachrypniętym głosem.
Odetchnęłam z ulgą i weszłam do wąskiego, pachnącego drzewem sandałowym korytarza.
W szeleszczącej egipskiej sukni weszłam do jadalni i po cichu usiadłam przy swoim tradycyjnym miejscu.
Babcia spojrzała na nas przelotnie i mruknęła coś pod nosem.
- Babciu.. - zaczęła Marcy.
- Usiądźcie, jak było u Pani Flower? - zapytała, nakładając na każdy talerz odpowiednią porcję ziemniaków.
- Świetnie, wiele się nauczyłyśmy, ale jak wiesz Gemma musiała wszystko zepsuć - odpowiedziała siostra, wskazując na mnie.
Chrząknęłam i niespokojnie przekręciłam się na krześle oczekując wybuchu naszej opiekunki.
- Oczywiście słyszałam o tym i nie pochwalam Waszego zachowania, ale mam nadzieję, że i to było dla Was lekcją i wyniosłyście z tego odpowiednie umiejętności. Zjedzcie dziewczynki, przebierzecie się w nieco tutejsze stroje i opowiecie mi wszystko z najmniejszymi szczegółami - powiedziała staruszka z błyskiem w oku.
Uśmiechnęłam się szeroko, zadowolona powrotem do ukochanego domu i zabrałam się za jedzenie doskonałych potraw babci.



-
Adriane Rain:
-
Juliette Price:
-
Allie Songin:
Pokaż wszystkie (8) ›