• Wpisów: 14
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis: 23 dni temu, 13:23
  • Licznik odwiedzin: 560 / 143 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
aflamo
 
Kiedy taksówka dowożąca z lotniska zatrzymała się przed starym, kamiennym domem, serce podskoczyło mi do gardła, a Mercy chwyciła moją dłoń.
- Mam nadzieję, że babcia przyszykuję nam miłe powitanie - powiedziała, chwytając walizki i wychodząc z samochodu.
Głośno przełknęłam ślinę.
Obie wiedziałyśmy, że wcale tak nie będzie, babcia zawsze starała się pohamować takie wybryki, a podróż do średniowiecza? Nie sądzę by się ucieszyła.
U boku siostry ruszyłam przed siebie po chodniku, wykładanym kamieniem identycznym jak pokrycie całej zewnętrznej części domu.
Ostrożnie uniosłam dłoń aby zapukać w drewniane, potężne drzwi.
Natychmiast ją opuściłam, kiedy stanął w nich przygarbiony, siwy mężczyzna z okularami na nosie.
- Dziadek - szepnęłam, rzucając mu się w ramiona.
Babcia zapewne wyczuła, że jesteśmy w pobliżu.
- Chodźcie, babcia czeka w jadalni i ku waszemu zdziwieniu nie jest tak zła jak powinna - powiedział, zachrypniętym głosem.
Odetchnęłam z ulgą i weszłam do wąskiego, pachnącego drzewem sandałowym korytarza.
W szeleszczącej egipskiej sukni weszłam do jadalni i po cichu usiadłam przy swoim tradycyjnym miejscu.
Babcia spojrzała na nas przelotnie i mruknęła coś pod nosem.
- Babciu.. - zaczęła Marcy.
- Usiądźcie, jak było u Pani Flower? - zapytała, nakładając na każdy talerz odpowiednią porcję ziemniaków.
- Świetnie, wiele się nauczyłyśmy, ale jak wiesz Gemma musiała wszystko zepsuć - odpowiedziała siostra, wskazując na mnie.
Chrząknęłam i niespokojnie przekręciłam się na krześle oczekując wybuchu naszej opiekunki.
- Oczywiście słyszałam o tym i nie pochwalam Waszego zachowania, ale mam nadzieję, że i to było dla Was lekcją i wyniosłyście z tego odpowiednie umiejętności. Zjedzcie dziewczynki, przebierzecie się w nieco tutejsze stroje i opowiecie mi wszystko z najmniejszymi szczegółami - powiedziała staruszka z błyskiem w oku.
Uśmiechnęłam się szeroko, zadowolona powrotem do ukochanego domu i zabrałam się za jedzenie doskonałych potraw babci.
  • awatar Adriane Rain: Cudownie, że wróciłyście do domu całe i zdrowe. A babcia nie była aż tak zła. Czekam na kolejne wpisy z waszego życia ;)
  • awatar Juliette Price: Świetnie, czekam na kolejny wpis. Super wyglądacie w tych strojach :p
  • awatar Allie Songin: Zgadzam się super wyglądacie w tych strojach ;)
Pokaż wszystkie (8) ›
 

aflamo
 
Podeszłam do mężczyzny ubranego coś na styl Indiana Jones.
- Przepraszam, który mam rok? - zapytałam, uśmiechając się.
Pan podobizna Jones zmarszczył brwi i spojrzał na mnie zdezorientowany.
- 2012, 9 kwietnia, dziecinko to Egipt - odpowiedział, drapiąc się po kilkudniowym zaroście.
Najwyraźniej stwierdził, że jestem totalnie zagubiona i nawet nie wiem gdzie się znajduję, ale ta informacja w sumie była także przydatna.
- Dziękuję! - pisnęłam i podbiegłam do Mercy stojącej obok zielonych namiotów.
- Dobra wiadomość! Nie musimy się nigdzie teleportować! Wystarczy nam bilet na samolot.
- Mów ciszej. - upomniała mnie - Dobra, zakręć się po okolicy, ja idę znaleźć coś a'la lotnisko, umawiamy się za godzinę w tym samym miejscu, tak?
- Jasne - odpowiedziałam, idąc w stronę miasta.
Jak już jestem w tym całym Egipcie to zobaczę co nieco, wykorzystując czas wolny.
Zaczęło się ściemniać więc weszłam do jakiegoś małego budynku, który przypominał sklep.
Wszędzie porozstawiane były figurki bogów, sfinksów, a także tysiące kolorowych pocztówek.
- Przepraszam, czy dostanę jakieś urządzenie do robienia zdjęć? - zapytałam, uradowana nowym pomysłem, upamiętnienia kilku miejsc.
- Jasne, 120 funtów - odpowiedziała ciemnoskóra kobieta, w stroju podobnym do mojego.
Skrzywiłam się, szukając kieszeni w sukni.
Ku mojemu zaskoczeniu, na skórzanym pasku wisiała sakiewka w której znajdowały się pieniądze.
Przekazałam sprzedawczyni pieniądze i zadowolona wyszłam ze sklepiku.
Moje stopy na których miałam wiązane wysokie rzymianki łaskotały maleńkie drobinki piasku.
Uśmiechnęłam się.
Obróciłam się wokół własnej osi i zatrzymałam wzrok na Sfinksie znajdującym się w odległości jakiegoś kilometra choć nawet z tego punktu widzenia wydawał się ogromny.
- Wow, jestem w Gizie - jęknęłam, chwytając za aparat.
Ustawiając się pod odpowiednim kontem i starając zachować bezruch zrobiłam zdjęcie.
- Dziadkowi na pewno się spodoba - powiedziałam sama do siebie.
Ktoś stojący za mną chwycił mnie za ramię.
- Choć Gemmo, za dwie godziny odlatuje nasz samolot, a stąd do lotniska jest długa droga. W dodatku, że pojedziemy wypożyczonymi skuterami - powiedziała Mercy z uśmiechem.
Pokaż wszystkie (6) ›
 

aflamo
 
Staliśmy gdzieś na środku dużej, pustej polany.
Adelbert kazał mi i Mercy przebrać się w specjalne suknie, które nam przygotował. Były wyjątkowo piękne i moim zdaniem wcale nie było tu nic związanego z magią, po prostu, tak to wszystko lepiej wyglądało chociaż co ja tam wiem o średniowieczu.
- W kręgu staniecie - powiedział staruszek, popychając nas krzywą, drewnianą laską - następnie te słowa jednocześnie wypowiecie "Żywioły cztery, powrócić dajcie do życia dawnego, w nas siłę swą tchnijcie i 500 lat do przodu cofnijcie".
- Cofnijcie? Nie powinno być coś w stylu przenieście? - zapytała Mercy, marszcząc brwi.
- Cisza! - wrzasnął skrzekliwym głosem Adelbert.
- Po prostu skupcie się na miejscu do którego chcecie wrócić i w którym chcecie być, wszystko będzie dobrze - powiedział uspokajająco Eberhard.
- Zaczynamy - zakomenderował czarownik.
Spojrzałam w oczy Eberharda, wypowiadając słowa, których mieliśmy użyć. Mężczyzna z którym połączyła mnie magia, kilka dni, pocałunek. Jego oczy miały złoty odcień. Wyglądały jak pustynia, gorąca pustynia, którą były jego ramiona.
Poczułam mrowienie na ciele i za chwilę wszystko dookoła pokryła biel.
- Gemmo?! - usłyszałam wrzask Mercy.
- Tu jestem! - pisnęłam.
Poczułam, że drobna dłoń łapie mnie za moją rękę.
Upadłam na piach, nabrałam go w garść podnosząc na wysokość oczu aby zobaczyć w końcu wspaniałą, żyzną, brązową glebę.
Wrzasnęłam.
- Dlaczego?! Dlaczego ten piasek jest do cholery złoty!? - krzyczała Mercy, zaplątując się w nową prostą kremową suknię.
Źle postąpiłam.
Myślałam o pustyni, nie o domu, to moja wina.
Spojrzałam współczująco na siostrę.
- Chodź Mercy, damy sobie radę, odkręcę to, znajdziemy zaraz jakiegoś palanta, mam nadzieję, że działa to tak samo jak wcześniej - powiedziałam, biorąc ją pod łokieć i idąc przed siebie.
Widziałam małe złote domki z brązowymi dachami, to był nasz cel. Celem było także znalezienie mężczyzny, którego znowu będę musiała oczarować i wykorzystać.
  • awatar Adriane Rain: Mam nadzieję, że tym razem uda Wam się naprawdę wrócić do domu.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

aflamo
 
Obudziłam się z bólem pleców od niewygodnego łóżka, w którym jak się okazało byłam sama.
Zeszłam więc po cichu do dużego pomieszczenia, które odgrywało jednocześnie rolę jadalni, salonu i kuchni.
Eberhard wraz z moją siostrą siedzieli już i zajadali kolorową sałatkę. Pan Adelbert usiłował wyrzeźbić coś w glinie choć nie szło mu najlepiej.
Podeszłam w długiej, białej koszuli nocnej zakrywającej kostki do stołu.
Dzięki Bogu, Mercy też nie zdążyła się przebrać, więc nie czułam się nieswojo.
- Dzień dobry ! - zaćwierkałam wesoło, siadając przy stole.
Mercy uśmiechnęła się do mnie boleśnie, najwyraźniej jej też nie najlepiej się spało.
- Gemmo, zjedz sałatkę, dzisiaj przeniesiemy Was do Waszego czasu - powiedział troskliwie chłopak.
Szybko pochłonęłam potrawę, oblizując wargi językiem.
- Panienko, wyglądałaś jak ciele - zaśmiał się Adelbert.
- Dziękuję - mruknęłam, wstając od stołu.
Szybkim krokiem skierowałam się do schodów.
- Poczekaj - powiedział Eberhard, łapiąc mnie za dłoń.
Spojrzałam na niego i uniosłam brew.
- Przyjdziesz nad staw? Poczekam - powiedział, nie puszczając.
Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową.
Nadal nie puszczał.
- Przyjdę - powiedziałam, a chłopak puścił mój nadgarstek.
Pobiegłam do pokoju i z małej skrzyni stojącej obok łóżka wyjęłam długą ciemno zieloną spódnicę i pasującą do tego wyciętą koszulkę.
Eberhard siedział przy stawie, który płynął wokół domu.
Słysząc moje kroki natychmiast wstał.
Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami.
- Gemmo, Twój dekolt - jęknął.
- Coś nie w porządku? - zapytałam niepewnie.
- Jest ogromny.
- Myślałam, że jedyne co trzeba zakrywać to kostki - powiedziałam, przygryzając dolną wargę.
Mężczyzna podszedł do mnie i objął mnie.
- Dziś ten dzień, znikniesz z mojego życia tak szybko jak i się pojawiłaś, będę tęsknił choć dopiero Cię poznałem, jesteś piękną, uroczą i optymistyczną kobietą Gemmo.
Uśmiechnęłam się.
- Jak będzie polegała ta cała ceremonia?
- Według Adelberta Ty, Twoja siostra i mężczyzna, który jednej z Was oddał serce musicie wypowiedzieć odpowiednie słowa jednocześnie, oczywiście to wyłącznie sposób mojego dziada, Wasz klan na pewno postępuje z bardziej udoskonaloną wersją.
- Skąd weźmiemy takiego mężczyznę?
- Macie mnie - szepnął, wtulając twarz w moje włosy.
- Przypieczętujmy to - mruknęłam, chcąc zapamiętać jego smak na zawsze, nawet jeśli będę kilkaset lat do przodu.
Eberhard całował powoli, z pasją, delikatnością, tak jak nie całował nikt.
 

aflamo
 
Usiadłam obok Mercy na skórzanej kanapie, która stała obok kamiennego kominka.
Wszystko wyglądało tak jakbyśmy po prostu były w domu urządzonym dosyć staroświecko.
Gdyby nie fakt, że na ścianach wisiały pochodnie, a na przeciwko nas siedział brodaty siwy mężczyzna, w szacie do kostek i kapturem na głowie.
- Witajcie ptaszyny, me imię Adelbert Howe - powiedział, zachrypłym głosem.
Kiedy nazwał nas tak jak zwracała się do nas babcia natychmiast ścisnęło mnie w żołądku.
- Gemma Felicia Doyle, a to moja siostra Mercy Doyle - powiedziałam uśmiechając się.
- Mój wnuk Eberhard Howe - powiedział, wskazując na chłopaka, którego poznałyśmy wcześniej i wymienił z nim porozumiewawcze spojrzenia.
- A więc, co wam się przydarzyło, opowiadajcie.
Wciągnęłam powietrze do płuc.
- Jesteśmy z 21 wieku, mamy w sobie magię, jesteśmy potomkiniami rodu Doyle, choć tak naprawdę same na razie mało o tym wiemy. Kiedy byłyśmy u znajomej babci na takim jakby szkoleniu ...
- Szkoleniu? - zapytał Adelbert, lekko przekręcając słowo.
- Nauce - poprawiłam się - dotyczącej magii, tak jakby przypadkiem wypowiedziałyśmy zaklęcie z księgi i znalazłyśmy się właśnie tu. W tym - powiedziałam, wskazując na suknię i krzywiąc się.
Spojrzałam niepewnie na staruszka i ciemnowłosego chłopaka.
Bałam się.
- Pomożemy Wam, zapoznamy Was z tutejszym życiem - stwierdził.
Sądziłam, że zaraz wyślą nas w dyby albo po prostu wtrącą do lochów, jednak udało się.
- Masz niesamowitą urodę Gemmo, płonące włosy i oczy kota, z pewnością odziedziczyłaś ją po razy kilka prababce - powiedział Eberhard.
Poczułam, że moje policzki się rumienią.
- Jakiej prababce? - zapytała naburmuszona Mercy.
- Wasi przodkowie. Jak dobrze wiecie magia w średniowieczu jest czymś zakazanym i przeklętym, legenda głosi, że Wasz klan został zniszczony, jednak najwyraźniej to niemożliwe skoro tu jesteście, jestem pewien, że uciekły i dopiero kiedy było bezpiecznie wyszły z powrotem do świata - wytłumaczył chłopak.
- Świetnie - jęknęłam.
- Chodźcie, na pewno jesteście zmęczone, jutro czeka nas ciężki dzień, zaprowadzę Was do sypialni.
Szliśmy długim korytarzem, którego ściany pokrywało drewno i jak w całej chacie światło dawały pochodnie tworząc niespokojne cienie.
- Proszę, do zobaczenia rano - powiedział chłopak, patrząc na mnie.
Mercy klapnęła na dwuosobowym łóżku.
- Czy tylko mi się wydaje czy ten chłop ze wsi się w Tobie zabujał? - zapytała, kładąc się.
Zmierzyłam ją zimnym spojrzeniem.
- Nie wiem Mercy, to wszystko jest tak cholernie dziwne.
- Cholernie to jest niewygodny ten materac - powiedziała zdejmując okulary.
  • awatar Adriane Rain: Jedno wielkie WOW, czekam na kolejny wpis, świetna lektura.
  • awatar Allie Songin: Osz My Got ! Extra , extra , extra ! Czekam na następny wpis ! :)
  • awatar Sylwia Rura: @Adriane Rain: dokładnie! WOW!
Pokaż wszystkie (3) ›
 

aflamo
 
Podniosłam się z wilgotnej ziemi, usłyszałam szelest materiału i wrzasnęłam.
Szybko spojrzałam na Mercy w ciemno zielonej sukni z złotymi wstążkami, sięgającej do ziemi, która patrzyła na mnie przerażona.
- Świetnie, teraz wyglądam tak kiczowato jak Ty - jęknęłam, otrzepując moją czarną suknię.
W oczach mojej siostry zbierał się gniew.
- Cholera! Gemmo! Gdzie my w ogóle jesteśmy?! I dlaczego wyglądamy jak w jakimś zakichanym średniowieczu? Jeżeli tego szybko nie odwrócisz nie wiem co Ci zrobię - warknęła.
- Nie moja wina, że w tej głupiej książce nie napisali "UWAGA, GROZI TELEPORTACJĄ TYSIĄC LAT WSTECZ".
- Pani Flower mówiła, że jest zakazana. Nie zdajesz sobie sprawy co zrobiłaś - syknęła.
Wzruszyłam ramionami i rozejrzałam się.
Na północy rósł ogromny, gęsty las, jednak jakieś 200 metrów od nas znajdowała się chata ze strzelistym dachem.
Ruszyłam szybko w tamtą stronę nie czekając na Mercy.
- Zobacz, tam stoi jakiś chłopak - powiedziała, wskazując palcem.
Włosy miał niedbale zaczesane do tyłu, luźne spodnie podwinięte po kolana, białą koszulę na która założona była brudna kamizelka, a ponad to był bosy.
- Czy mężczyźni w średniowieczu wyglądali właśnie tak? Jeśli to prawda, możemy tu zostać na zawsze, babcia z pewnością to zrozumie - jęknęłam.
- Ja chcę do Javiera i nie zostaje żadnym w średniowieczu, Ty też nie. Nie wiedziałam, że były już wtedy kamizelki i takie tam - powiedziała.
- Jevier? Ten Twój kochaś z klubu? Błagam Cię Mercy, Ty nawet w naszych czasach nie wiedziałaś, że istnieją kolory poza szarym, białym i czarnym.
Ktoś chrząknął obok nas.
Mercy wrzasnęła, chłopak który przed chwilą stał jakieś 20m dalej i łowił ryby i był obok nas.
- Mogę w czymś pomóc? - zapytał silnym i dziwnym akcentem, którego nie rozpoznałam, patrząc mi głęboko w oczy.
Poczułam się nieswojo, dobra, miały jaskrawy i niestandardowy kolor, ale to była przesada.
Mężczyzna miał idealnie zarysowaną twarz dla której anioły gotowe byłyby zabijać. Pod białą koszulą odznaczały się wspaniałe mięśnie.
Mimowolnie westchnęłam.
- Może to trochę nie na miejscu, ale chciałabym zapytać kim Pan jest? Szukamy kogoś kto mógłby nam pomóc, no wie Pan, magia - powiedziała Mercy.
Szybko szturchnęłam ją łokciem. Chyba zapomniała, że w średniowieczu odbywało się coś takiego jak procesy w Salem.
Chłopak spojrzał na nas podejrzliwie, jednak chyba zrobiło mu się nas żal.
- Chodźcie - powiedział i machnął ręką w kierunku drewnianych drzwi.
Sama nie wiem dlaczego zaufałyśmy pierwszemu lepszemu osobnikowi spotkanemu na drodze, w dodatku, że żył w średniowieczu.
Jednak jego opalona, spokojna twarz budziła zaufanie.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

aflamo
 
Weszłam do małego saloniku w bluzie Joy'a Divisiona, traperach i czarnych leginsach.
Usiadłam obok Mercy, która przebrała się w swój tradycyjny, prosty strój, jednak włosy pozostawiła rozpuszczone, a policzki miała lekko zaróżowione.
Pani Flower siedziała już w wiklinowym, plecionym fotelu, patrząc na nas wyczekująco.
Jej czarne włosy z zielonymi przebarwieniami były jak zawsze rozpuszczone, za uchem miała wsadzoną małą różową stokrotkę, która wydawała się kwitnąć na jej głowie.
Kiedy usiadłam, ona wstała i przez chwilę zastanowiłam się czy zrobiłam wszystko okej.
- A więc dziewczęta - zaczęła melodyjnym głosem - plan na dziś jest taki, nie będziecie bawić się w ziemi, choć mam nadzieję, że to polubiłyście. Macie to sześć regałów książek, z każdego wybierzcie po jednej książce florystycznej i opiszcie to co wyczytałyście. Aha, jeszcze jedno, pod żadnym warunkiem nie czytajcie ksiąg z regału numer 6, ZAKAZANE - powiedziała, sylabami, tak abyśmy zrozumiały.
Jednocześnie z Mercy kiwnęłyśmy głowami.
- To do zobaczenia wieczorem - powiedziała, wychodząc wesołym krokiem z pokoju, wręcz podskakując.
Od razu wstałam z okrągłej drewnianej kanapy i podeszłam do podobnież zakazanego regału, przeglądając książki.
- Gemmo, co Ty robisz, to zakazane, nie słyszałaś? - pisnęła siostra.
- Daj spokój, Mercy, gdyby te księgi były zakazane nikt nie trzymałby ich w domu, a w dodatku w tak widocznym miejscu.
- A może to księgi zakazane po prostu dla nas - stwierdziła.
Większość tytułów związana była z średniowieczem i z florą.
Wyciągnęłam pierwszą księgę, na którą natrafiła moja dłoń.
Oprawiona była w ciemną, postrzępioną, skórzaną oprawkę i przepleciona była czerwoną wstążką.
- Zostaw ją - syknęła Mercy.
Zignorowałam ją.
Przekartkowałam grubą księgę.
Większość słów zapisana była dokładną łacińską kaligrafią, a wszędzie ukazane były staranne kolorowe obrazki.
Znałam łacinę, babcia uczyła nas jej od małego jako czwarty dodatkowy język.
Znalazłam ciekawe zdanie.
- Zobacz Mercy co tu jest napisane! "Kto ciekawy życia, niech wypowie słowa i zawita w magii czasach", jakie to staroświeckie, może ta księga jest oryginałem? - pisnęłam.
Mercy wrzasnęła i od razu wiedziałam dlaczego, nasze ciała zaczęły mocno drżeć, a obraz stawał się zamazany, ja także wrzasnęłam.
  • awatar Juliette Price: Wow, co się stało? Niecierpliwie czekam kolejnego wpisu! Mam nadzieję, że wszystko z Wami OK.
  • awatar Allie Songin: O boże ! To magia ??!!! :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

aflamo
 
- Gemmo! Obudź się! - usłyszałam szept z ust, które znajdowały się kilka centymetrów od mojego ucha.
- Co jest? - zapytałam, przecierając oczy.
Siedziała przede mną rozpromieniona Mercy w rozczochranych włosach i niedbale założonej sukience.
- Mercy, czy wiesz, że ta sukienka jest założona tył na przód? - zapytałam, unosząc pytająco brwi.
- Czy Ty wiesz co wczoraj się wydarzyło?! - pisnęła, głośno wciągając powietrze.
- Po tym jak tańczyłaś na barze i po chwili zniknęłaś? Mam nadzieję, że był przystojny, opowiadaj - powiedziałam, siadając na łóżku.
- Uch, podszedł do mnie jeden z tych mężczyzn w garniturze, pytając czy wszystko w porządku z zamiarem odwiezienia mnie do domu, a że byłam kompletnie pijana, zostałam u niego na noc, no i sama wiesz jak to się skończyło! Powiedział, że zadzwoni po południu sprawdzić czy wszystko ze mną w porządku. Chyba muszę podziękować babci, że nas tu wysłała. Ano i Tobie za to, że totalnie mnie odmieniłaś! - trajkotała Mercy.
- Totalnie? Dziewczyno, od kiedy używasz takich słów? - zapytałam, śmiejąc się.
- Przepraszam, ale jestem strasznie podekscytowana, mam nadzieję, że nie martwiłaś się o to, że zniknęłam, przepraszam! - jęknęła.
- Nie przepraszaj, idź na śniadanie, bo dziś zapewne czeka nas kolejny dzień w ogrodzie, powiedz kiedy już ten przystojniak zadzwoni - powiedziałam, muskając ją delikatnie w policzek.
- Ach, dzisiaj będziemy robić coś innego, Pani Flower zapowiedziała, że dziś uczymy się w domu.
Uśmiechnęłam się szeroko.
Nauczę się dzisiaj czegoś nowego, zawsze uwielbiałam zdobywać nową wiedzę, ponieważ jak się okazuję zawsze kiedyś może się przydać.
Zachichotałam, kiedy znowu spojrzałam na niedbały wygląd Mercy, która w końcu wyglądała tak jak wyglądać powinna. Na szczęśliwą i spełnioną.
Komórka zabrzęczała na małej białej komódce.
- Gemma? Co u Was moje ptaszynki? - zapytała babcia ochrypłym głosem.
- Babciu, tęsknimy! Powiem Ci coś w tajemnicy, nasza 29- letnia Mercy w końcu straciła dziewictwo - szepnęłam, śmiejąc się pod nosem i unikając wściekłego spojrzenia siostry - a co u Ciebie i dziadka?
- Nie można Was ani na chwilę spuścić z oka. Świetnie, macie pozdrowienia. Dzwonię żeby zapowiedzieć Wam, że za trzy dni wracacie do domu, zostaniecie chwilę z nami, a potem omówimy szczegóły kolejnych odwiedzin. Muszę kończyć, pa, pozdrów Panią Flower i ucałuj ode mnie siostrę!
Natychmiastowo przekazałam wszystkie informacje Mercy, której zrzędła mina.
- Nie martw się, przecież będziecie mogli się spotykać, to wcale nie tak daleko - powiedziałam obejmując ją ramieniem, a małe ogniki ponownie rozbłysły w jej oczach.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

aflamo
 
- Pamiętaj, jak będziemy przechodzić ładnie się uśmiechaj i pochyl w stronę bramkarza - powtarzałam Mercy, kiedy wchodziłyśmy po metalowych schodach klubu.
- Jasne, trochę się boję, niezbyt często bywam w takich miejscach, a ta sukienka jest niezwyczajnie krótka i zbyt wiele odsłania - szepnęła, chwytając za końce białej prawie że tuniki w kwiaty.
Zaśmiałam się.
Minęło nas kilku mężczyzn z włosami zaczesanymi do tyłu w eleganckich garniturach.
Spojrzałam na siostrę, która się zaczerwieniła.
Z gracją podeszłam do ochroniarza w czarnej koszulce, z długimi blond włosami i groźnym wyrazem twarzy.
Uśmiechnęłam się najsłodziej jak umiałam i pochyliłam lekko.
- Można? - mruknęłam uwodzicielskim tonem.
Mężczyzna około 30 letni przepuścił mnie, obejrzałam się jeszcze za siebie, puszczając oko Mercy, która stała ze strapioną miną.
Usiadłam na wysokim stołku barowym, zamawiając u siwiejącego mężczyzny dwa Imprezowe Szaleństwa.
Spojrzałam na zegarek i zmarszczyłam brwi, siostra nadal się nie zjawiała.
Wychyliłam się zza dwuskrzydłowych drzwi, pukając bramkarza w ramię.
- Ona jest ze mną.
- Wchodź - powiedział, cienkim głosem.
Może jednak wcale nie miał 30 lat.
- Chodź Mercy! Zamówiłam nam drinki, szybko! - wrzasnęłam, próbując przebić się przez tłum tańczących ludzi.
Wraz z siostrą usiadłyśmy przy barze, jednym haustem wypijając drinki.
Jak się okazało Mercy miała o wiele słabszą głowę.
- Gemmo, chcę tańczyć! Niech wszyscy widzą jak tańczę! - wrzasnęła, wspinając się na bar.
Całkiem dobrze jej szło, miała zgrabne ruchy.
Kilku mężczyzn zaczęło szeptać coś gorączkowo, co jakiś czas spoglądając na tańczącą blondynkę.
Uśmiechnęłam się pod nosem i zamówiłam jeszcze jednego drinka, postanawiając, że zaraz wracamy do domu.
Kiedy wróciłam na miejsce Mercy zniknęła.
Stanęłam na schodkach prowadzących do toalety i rozejrzałam się po sali.
Ani śladu blondynki w białej, obcisłej sukience.
Chwyciłam małą kolorową torebkę i wyszłam z klubu.
Mam nadzieję, że trafiła na dżentelmena, który rano odwiezie ją do domu.
  • awatar Juliette Price: Woow, co za odmiana Mercy!
  • awatar Adriane Rain: Mercy jest odpowiedzialną i porządną kobietą, na pewno nawet w stanie nietrzeźwości nie zniknęła z byle kim. Podziwiam Cię, że nie wpadłaś w panikę z powodu nagłego zaginięcia siostry. Cieszę się, że dobrze się bawiłyście. A Mercy naprawdę doskonale wygląda, kiedy nałoży odrobinę makijażu i rozpuści włosy, oby tak dalej!
  • awatar SZLACHTA SŁUCHA RAPU I REGGAE. ♥': fajne, fajne. ;> zapraszam :D
Pokaż wszystkie (5) ›
 

aflamo
 
Zazwyczaj, kiedy biorę się za gotowanie czegoś jest albo spalone, za słone czy po prostu nie dobre, chociaż jednak wolę to niż opiekę nad dziećmi.
Wrzucając do wrzącej wody w garnku przeróżne, posiekane warzywa, zastanawiałam się czy babcia wyśle nas także do kogoś na lekcje gotowania, przydałoby się.
Podskoczyłam, słysząc pisk z podwórka i wylałam gorącą wodę na fartuszek.
- Cholera - zaklęłam, wybiegając z domu.
Mercy z małą Rose siedziały na trawie, obok pnącz dyni.
Dziewczynka śmiała się swoim brakiem uzębienia, a moja siostra miała przerażoną minę.
- Co jest? - zapytałam, otwierając szeroko oczy.
- Przed oczami przeleciała mi taka pszczoła! - pisnęła, pokazując dłonią odstęp około 20 centymetrów.
Oparłam dłonie o biodra, przybierając zamyśloną postawę.
- Może nektar tych zaczarowanych roślin, które mają przyspieszony wzrost działa jakoś na owady - powiedziałam, wzruszając ramionami.
- Jak Ci poszło z obiadem? - zapytała Mercy, podnosząc Rose.
- Wylądował na kafelkach przez gigantyczną pszczołę. Może zamówmy pizze, - zaczęłam, wyobrażając sobie złą Diane, która poucza nas na temat niezdrowej żywności - oczywiście wegetariańską.
**
Usłyszałam pukanie do drzwi i szybko wyrzuciłam pudełko po pizzy za okno. Jak tylko będzie okazja, muszę szybko je stamtąd zabrać, bo Pani Flower z pewnością nie byłaby zadowolona.
Diana wraz z Ianem weszli do kuchni uśmiechnięci.
- Dzieciaki śpią? - szepnęła, nasza tymczasowa opiekunka.
Z siostrą równocześnie pokiwałyśmy głowami.
- Brawo, to było nie lada wyzwanie, a teraz mamy dla Was niespodziankę, oczywiście jeśli chcecie w okolicy jest klub, miłej zabawy - powiedział Ian, puszczając do nas oko.
Chwyciłam Mercy za rękę i pociągnęłam ją za sobą do pokoju, który tymczasowo dzieliłyśmy.
- Wiem o czym myślisz i na pewno z Tobą nie pójdę - zaoponowała.
- Oczywiście, że pójdziesz i nawet założysz moje ciuchy - powiedziałam, klaszcząc w dłonie i całując ją w policzek.